Na naszych stronach wykorzystujemy wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia. Kliknij, aby dowiedzieć się więcej

Rozumiem
Zamknij okienko

60 lat pracy zawodowej Józefa Kurpisza

Rafał Korbut

Z tych 60 lat pracy zawodowej 38 lat przepracowałem w spółdzielczości pracy, w tym 18 lat w Wojewódzkim Związku Spółdzielni Pracy – to najaktywniejszy okres mojej pracy, bo mogłem pomóc wielu ludziom.

Podziel się tą wiadomością ze znajomym! Wypełnij formularz, aby Twój znajomy otrzymał rekomendację tego artykułu.
Twoje imię
Twój e-mail
Imię znajomego
Adres e-mail Twojego znajomego

60 lat pracy zawodowej Józefa Kurpisza

 2016-11-02 10:15 
Anna Kłosmoje artykuly

Z tych 60 lat pracy zawodowej 38 lat przepracowałem w spółdzielczości pracy, w tym 18 lat w Wojewódzkim Związku Spółdzielni Pracy – to najaktywniejszy okres mojej pracy, bo mogłem pomóc wielu ludziom.

Rafał Korbut

To on, jako pierwszy na Wybrzeżu – a może i w Polsce, stworzył inkubator przedsiębiorczości, w czasach, gdy ta modna dziś nazwa jeszcze nie istniała. To w jego „stajni” stawiali pierwsze kroki w dojrzałość gospodarczą przyszli liderzy polityki i gospodarki: Donald Tusk, Janusz Lewandowski, Jan Krzysztof Bielecki, Maciej Płażyński. Dziś obchodzi 60-lecie działalności zawodowej i wciąż pracuje.

-Skąd Pan wiedział – w czasach gospodarki socjalistycznej - na czym polega prawdziwe i prawidłowe prowadzenie biznesu?

Bo ja się urodziłem przed II wojną światową, mam ponad 80 lat...

-To ma być rękojmia?

-Wychodzi na to, że tak. Przed przemianami polityczno-społecznymi lat 70-tych i 80-tych XX wieku kierowałem Wojewódzkim Związkiem Spółdzielń Pracy. Należały do niego prawie wszystkie spółdzielnie regionu i wszystkie branże. Ta spółdzielczość działała w formule zbliżonej do formuły spółek prawa handlowego. Członkowie byli jednocześnie udziałowcami, prócz zarządów istniały Rady Nadzorcze, system prawny i zasady księgowości były takie jak spółdzielczość wypracowała jeszcze przed wojną. Miałem te wszystkie zasady w małym palcu. Dbałem o rozwój tych spółdzielń, głównie starając się o środki na inwestycje, bo one wszystkie bardzo potrzebowały kapitału na rozwój. Stopniowo stawały się znaczącymi firmami – jak byśmy dziś powiedzieli - z działu małej i średniej przedsiębiorczości.

-Komunistyczne władze na to pozwalały?

-Władze zajęte wielkimi przedsiębiorstwami uważały nas za pionki mało ważne, choć traktowały z pewną podejrzliwością. Nasza odrębność i spora samodzielność w tamtych czasach spowodowała, że zaczęli przychodzić do nas Młodzi Zbuntowani, którzy nie widzieli swego miejsca w tamtym systemie, często bywali represjonowani, w tym ci, którzy potem zrobili wielkie kariery, ale wtedy nikt tego nie przewidywał...

-Jak ich Pan potraktował?

-Przyszli tacy zbuntowani i podejrzliwi, często nie mający z czego żyć, więc ich zachęciłem aby zakładali swoje spółdzielnie, wykorzystując wykształcenie i umiejętności hobbistyczne. Ja, będący ze starej władzy, ale życzliwy ludziom, chciałem im pomóc.

-Skorzystali?

-Poszli za moja radą. Wśród nich byli alpiniści – więc im wskazałem, że w Polsce są wysokie budowle, mosty, kominy które wymagają prac konserwacyjnych i renowacji oraz kontroli bezpieczeństwa i że na tym można nieźle zarobić, bo nie ma firm w tym wyspecjalizowanych. Powstały spółdzielnie „Alpinex”, ,,Świetlik”,,Gdańsk”

-Nie każdy się jednak nadawał do wspinaczki po kominach...

-Ale miał inne umiejętności – chociażby znajomość prawa i zasad ekonomii, Zatem np. Jan Krzysztof Bielecki i Jan Lewandowski założyli spółdzielnię „Doradca”.

-I władze wciąż nie przeszkadzało, że Pan na własnej piersi hoduje ich opozycjonistów? Przecież ci ludzie nie zerwali z działalnością polityczną...

-Rzeczywiście w pewnym momencie władze przestały wydawać zgodę na powstawanie nowych spółdzielń, ale my już przeszliśmy na nowej formy organizacyjnej.

-Jakiej?

-Myśl posunęła nam sytuacja przedsiębiorstwa Żegluga Bałtycka w Kołobrzegu. Kiedy polska gospodarka weszła wtedy w stadium ostrego kryzysu w czasach stanu wojennego, przedsiębiorstwo to (należące do Skarbu Państwa), aby uniknąć zajęcia statków w zagranicznych portach, przekształciło się w spółkę prawa handlowego. Wtedy majątek stawał się własnością spółki a nie państwa, które mogło przestać spłacać swe długi, ale majątku spółki nie można było do zająć.

-I można było coś takiego przeprowadzić? Prawo pozwalało?

-To prawo istniało od przedwojennych czasów, tyle że było jakby w zamrażarce i mało kto o nim wiedział. Oświeciło nas, że my też możemy skorzystać z tej drogi. Wystarczy że zbiorą się udziałowcy, wyrażą taką wolę, spisze to notariusz, prześle do sądu, który powinien nową spółkę zarejestrować. Władze nie muszą wydawać żadnej zgody i dowiadują się dopiero po rejestracji. Wtedy nasze spółdzielnie: „Techno Service”, „Alpinex”, Radius” razem z Wojewódzkim Związkiem Spółdzielń Pracy, założyły TEST – spółkę z o.o. - na próbę, czy się uda – i się udało! Dzięki temu w okres transformacji gospodarczej weszliśmy z gotowym nowym modelem gospodarczym. Czołgały mnie ówczesne władze za ten myk, ale nic nie mogły zrobić, w dodatku przykład poszedł w lud. Zaczęły powstawać kolejne.

-I co?

-Przyjeżdżały delegacje z całej Polski, my im oczywiście przekazywaliśmy potrzebną wiedzę, ale byli trochę spóźnieni – my te przemiany zaczęliśmy już pod koniec lat 70-tych, a oni dopiero w połowie lat 80-tych. Niemniej sporo udało się zrobić – padały „komunistyczne” spółdzielnie a spółki nowego typu działały, oczywiście nie wszystkie, bo musiał być dobry szef, potrafiący stworzyć dobry zespół, bo tylko praca zbiorowa jest coś warta. Przy okazji te nowe firmy dawały zatrudnienie działaczom „Solidarności”.

-Pan wciąż był szefem Wojewódzkiego Związku Spółdzielń Pracy?

-Ten związek został w 1985 roku zlikwidowany, ale ja odszedłem już wcześniej. Zostałem prezesem „Gedani” - jednej z tych czołowych spółdzielń. Kierowałem tą firmą 7 lat... Potem odszedłem.

-Dlaczego?

-„Gedania”- słynna swego czasu wytwórnia ozdób choinkowych, miała oddział tworzyw sztucznych, miałem pomysł, aby go usamodzielnić, albo sprzedać, ale nie zgodziła się Rada Nadzorcza. W tej sytuacji przyjąłem propozycje Navimor Inwest, chcącej założyć spółkę Styroplast, gdzie powierzono mi stanowisko prezesa. To była nowa szansa...

-Ponieważ?

-Trafiliśmy celnie w zapotrzebowanie rynku budowlanego. Przez 7 lat mego kierowania firma znalazła się w czołówce największych producentów styropianu w Polsce. Może dlatego zainteresowali się mną Szwajcarzy, którzy poprosili o pomoc w założeniu polskiej spółki-córki. W ten sposób wszedłem do przedsiębiorstwa EXITFLEX sp. z o. o., gdzie od 10 lat wciąż pracuję - jestem Prokurentem. To firma dystrybucyjna, rozprowadzająca sprzęt techniczny

-I nigdy Pan nie prosił o pomoc, któregoś z tych dawnych opozycjonistów, którzy potem zrobili tak zawrotne kariery?

-Personalnie nie, choć mam ułatwioną drogę życiową dzięki kapitałowi przyjaźni wyniesionemu z tamtych czasów. Mam wciąż czyjąś pomoc w rewanżu, choć o nią nie proszę. A Ci o obecnie wielkich nazwiskach wiedzą, że ja pomocy nie potrzebuję...

Powrót
Oceń artykuł
+
 
-

Opinie (0)

Uwaga! Publikowane tutaj komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Nie ponosimy odpowiedzialności za treść komentarzy. Jeżeli Twój komentarz jest obraźliwy, wulgarny lub łamie inne normy, zostanie usunięty.

Dodaj opinię

© Copyright 2012-18 by Pomorze, Warmia i Mazury, Trójmiasto – Portal Informacyjny – bieżące informacje, ogłoszenia, kalendarz imprez, rozkłady, reklama, wiadomości
Wszelkie prawa zastrzeżone
RegulaminRegulaminy ogłoszeń drobnych:
MediaSMobile | Bild Press
PartnerzyKontaktO portalu