❌ Nie udało się pobrać danych pogodowych.
📍 Katowice
☁️ 2°C
Zachmurzenie duże
🧞‍♀️ Jutro
🌧️ 2°C
Słabe opady śniegu
🫁 Powietrze
Umiarkowana
PM10: 42 µg/m³

Czy „Małgośka” zna Twoje problemy lepiej niż Google?

Tak, to ten dom i ten adres. Dąbrowiecka 25 na Saskiej Kępie. Tutaj Maryla, Agnieszka i Katarzyna stworzyły coś wielkiego!

Są takie piosenki, które znają Cię lepiej niż twoja mama. Albo przynajmniej Twoja terapeutka. „Małgośka” to właśnie taki utwór. Historia dziewczyny podle zdradzonej, opowiedziana w trzech minutach i z refrenem, który śpiewały kolejne pokolenia Polek (i nie tylko Polek – panowie też czasem nucili, choć szeptem).

A zaczęło się całkiem zwyczajnie: Agnieszka Osiecka spotkała się z koleżanką, która właśnie dostała kosza. Zamiast tylko przytakiwać i mówić: „on nie był Ciebie wart”, Osiecka napisała piosenkę. Wyszła z tego rzecz ponadczasowa – trochę dramat, trochę pocieszenie, a trochę siarczysty komentarz w stylu: „no i co, Małgośka?”.

Jak już ustaliliśmy, tytułowa Małgośka istniała naprawdę. Była znajomą poetki, która miała wyjątkowego pecha w miłości. Osiecka zrobiła z tej historii coś, co dzisiaj nazwalibyśmy piosenką terapeutyczną. Tyle że bez mentorskiego tonu i coachingowych sloganów. Bez srania w banię. Po prostu opowieść o tym, jak to jest dostać obuchem w serce i pozbierać się po wszystkim z odrobiną godności.

Tekst jest prosty, bez zbędnych metafor – ale trafia w punkt. Wersy typu „A weź go czart, weź go czart” można spokojnie haftować na poduszki albo wytatuować – zależnie od poziomu rozpaczy.

Piosenkę zaśpiewała Maryla Rodowicz – w 1973 roku, na festiwalu w Opolu. W kwiecistej sukni, z rozwianym włosem, boso – wyglądała jak z innej planety. A może z innego systemu emocjonalnego. Kiedy zaśpiewała „Małgośkę”, publiczność oszalała. I już wiedzieliśmy: to będzie hit. Rodowicz idealnie oddała charakter bohaterki – trochę naiwnej, trochę zadziornej, ale przede wszystkim prawdziwej. Dzięki niej Małgośka nie była już tylko dziewczyną z piosenki.

Choć od premiery minęło już ponad 50 lat, „Małgośka” nadal ma się świetnie. Jest na playlistach, w radiu, w programach telewizyjnych. Ma swoje wersje koncertowe, coverowe i nawet rockowe. Stała się częścią kultury, a tekst „Małgośka mówią mi, on nie wart jednej łzy, on nie jest wart jednej łzy” znają nawet ci, którzy nie mają pojęcia, kim była Agnieszka Osiecka.

W Warszawie powstały murale, rzeźby i posągi poświęcone twórczyni, a fani wciąż proszą Marylę, żeby to właśnie ten numer zaśpiewała na koncercie. I ona śpiewa – jakby czas się zatrzymał, a Małgośka wciąż siedziała na balkonie i czekała, aż ten gość wróci (choć wiadomo, że nie wróci).

Chociaż na pierwszy rzut ucha to piosenka o zawodzie miłosnym, podskórnie czuć, że  chodzi o coś więcej. O przyjaźń, o godność, o siłę, która przychodzi po rozczarowaniu. O to, że można się wkurzyć, popłakać i iść dalej. Z dumnie podniesioną głową. I może z nową fryzurą. Osiecka miała tę niezwykłą umiejętność – pisała teksty, które były lekkie, ale nie głupie. Dowcipne, ale nie złośliwe. Mądre, ale nie moralizatorskie. I „Małgośka” to właśnie przykład takiego tekstu. Taki, który zostaje z tobą na długo, choć nawet nie wiesz kiedy.

Nie musisz być porzuconą kobietą ani poetką, żeby coś w tej piosence było Tobie znajome. To trochę jak z dobrą herbatą: może nie zawsze masz na nią ochotę, ale jak już sięgniesz – to rozumiesz, że jest najlepsza na światowe smutki i lokalne dramaty. Więc jeśli dziś coś Ci nie wyszło, ktoś cię zawiódł albo po prostu potrzebujesz piosenki, która wie, jak się czujesz – włącz „Małgośkę”. I pamiętaj: To był maj, pachniała Saska Kępa. A Ty masz jeszcze refren.

Fot. Redakcja

źródło: czasempisane.eu

 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Zostań z nami i odkrywaj więcej aktualnych informacji, inspirujących historii
i ciekawych tematów na Metropolia Info.

Facebook
Twitter
WhatsApp
Email
Do góry