❌ Nie udało się pobrać danych pogodowych.
📍 Katowice
☁️ -1°C
Zachmurzenie duże
🧞‍♀️ Jutro
🌧️ 1°C
Zachmurzenie duże
🫁 Powietrze
Umiarkowana
PM10: 42 µg/m³

Karolina Malinowska: Nie pokazujemy w sieci twarzy naszych synów. Rodzice powinni pytać swoje dzieci o zgodę na publikację ich wizerunku

Była modelka zauważa, że w dobie social mediów wielu rodziców traktuje swoje konta na mediach społecznościowych jak wirtualne rodzinne albumy i nie stroni od prezentowania wizerunku swoich dzieci. Jej zdaniem, zamiast wrzucać do sieci każde zrobione zdjęcie, lepiej porozmawiać ze swoimi pociechami o mądrym korzystaniu z internetu i zagrożeniach, jakie niesie publikowanie ich fotografii na platformach społecznościowych. Warto też zapytać je o zgodę na wrzucenie jakiegoś materiału z ich udziałem i szanować ich zdanie. Karolina Malinowska podkreśla, że wraz z mężem chronią prywatność swoich synów i nie chcą, by ich podobizny krążyły po sieci.

Była modelka uważa, że przed publikacją zdjęć w mediach społecznościowych trzeba porozmawiać z dzieckiem o tym, czy zgadza się ono na to, aby dane zdjęcie zostało pokazane w sieci. Wiadomo, że niemowlaka to nie dotyczy, ale już starsze dzieciaki mogą wyrazić swoją opinię na ten temat, a ich ewentualny sprzeciw lub aprobata powinny być dla opiekunów wskazówką na przyszłość.

– Rodzice postępują słusznie, publikując zdjęcia swoich dzieci w internecie, pod warunkiem że mają na to zgodę od swojego dziecka. Konieczne jest poinformowanie młodego człowieka, niezależnie od tego, czy ma lat 10, czy 16, że ma prawo odmówić publikacji swojego zdjęcia, poinformowanie go o tym, jakie zagrożenia mogą wynikać z tego, że jego wizerunek trafi do sieci, że może się pojawić hejt czy ocenianie, na które dziecko wcale nie jest gotowe. Poza tym niechcący możemy w tym zdjęciu przemycić różne informacje, których być może nie chcielibyśmy, aby były upublicznione. Te rzeczy musimy wziąć pod uwagę – mówi Karolina Malinowska.

Sharenting niesie ze sobą poważne zagrożenia, takie jak kradzież tożsamości, wykorzystanie wizerunku dziecka przez nieodpowiednie osoby, cyberprzemoc oraz trwałe naruszenie prywatności. Fotografie mogą trafić na pedofilskie fora, zostać użyte do „cyfrowych porwań” (podszywania się pod dziecko) lub obraźliwych memów. Karolina Malinowska apeluje do rodziców o większą rozwagę i autorefleksję przy publikowaniu zdjęć swoich dzieci w internecie. Zanim coś udostępnią, powinni się dwa razy nad tym zastanowić.

– Decyzja o publikacji zdjęcia powinna być dobrze przemyślana przez rodziców, czyli trzeba zadać sobie podstawowe pytanie: po co ja to robię, jaką będę miała z tego korzyść, bo korzyścią może być na przykład to, że ktoś da lajka albo napisze: ale piękna, ale mądra, ale wspaniała. Co mi to daje? I to są główne pytania, które sobie trzeba zadać – mówi.

Karolina Malinowska i Olivier Janiak przez lata chronili prywatność swoich synów i rzadko zamieszczali w sieci rodzinne kadry. A jeśli już, to starali się nie pokazywać ich twarzy.

– Ja unikam publikowania zdjęć swoich dzieci, ale wzięłam też udział np. w kampanii komercyjnej ze swoimi dziećmi, kiedy były małe. Na przestrzeni tych lat moje dzieci bardzo się zmieniły i dzisiaj są kompletnie nie do rozpoznania. Świat się zmienił, zmienił się dostęp do informacji, zmieniła się też świadomość rodziców, w tym także moja, więc dzisiaj absolutnie nie publikujemy wizerunku naszych dzieci – mówi.

Jednocześnie zaznacza, że choć wraz z mężem są osobami znanymi, to media zawsze szanowały ich prywatność.

– Kiedy samemu szanuje się swoją prywatność, a my z mężem ją szanujemy, to też możemy liczyć na takie poszanowanie ze strony mediów czy osób trzecich. Sami ustalamy sobie granice i jeżeli jesteśmy w stanie ich pilnować, to nie ma problemu – mówi.

Była modelka zwraca też uwagę na konieczność edukowania zarówno rodziców, jak i dzieci, aby chronić je przed poważnymi zagrożeniami i budować bezpieczne nawyki korzystania z internetu.

– Edukacja o zagrożeniach płynących z publikacji wizerunku dzieci w internecie powinna być szeroko zakrojona. My dorośli często nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji, a części z nich nawet nie jesteśmy w stanie przewidzieć, a co więcej, nie słuchamy naszych dzieci, które tych konsekwencji niestety już w swoim nastoletnim życiu doświadczają. To jest coś, co zdecydowanie powinno być przedmiotem psychoedukacji rodzicielskiej, ale także placówek szkolno-oświatowych – dodaje Karolina Malinowska.

Źródło: Newseria

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Zostań z nami i odkrywaj więcej aktualnych informacji, inspirujących historii
i ciekawych tematów na Metropolia Info.

Facebook
Twitter
WhatsApp
Email
Do góry