❌ Nie udało się pobrać danych pogodowych.
📍 Katowice
☁️ 14°C
Zachmurzenie umiarkowane
🧞‍♀️ Jutro
🌧️ 13°C
Zachmurzenie duże
🫁 Powietrze
Umiarkowana
PM10: 42 µg/m³

Między Lilją a Lelują: Jesienna opowieść z zakopiańskiego lamusa

Jesień. Wieje i dżdży. A gdy akurat nie dżdży, to śmierdzi – palonymi liśćmi. Tak wygląda październik w Zakopanem. Zgodnie z zamysłem górali nie powinno śmierdzieć, bo przecież „wiater przewieje, deszcz zmyje”, ale w praktyce — wiadomo. Mgła rozciąga się nisko, liście lepią się do podeszew, a w kieszeniach rękawiczki z zeszłego roku – wciąż bez pary.

Na ulicy Zamoyskiego, trochę z boku, trochę na uboczu, stoi antykwariat. Może i dziś jeszcze tam jest. Prowadzi go pan właściciel – człowiek o twarzy znającej każdą pogodę i każdą książkę, której już nie ma na stanie. Szukam ilustrowanego atlasu świata z międzywojnia. W głowie już widzę kartki, na których Brazylia jeszcze nie w pełni wykarczowana, a Indie nazywają się zupełnie inaczej.

– Nie ma – mówi góral. Ale nie pozwala mi wyjść z pustymi rękami.

Bez zdzierstwa – co w Zakopanem bywa rzadkością – podsuwa mi do ręki coś zupełnie innego. To nie atlas. To czasopismo. “Lamus”, zeszyt 3, rocznik 1909, w świetnym stanie. Przewracam pierwszą stronę, jeszcze w progu. I czytam:
„Z sosrębu patrzą leluje, wyziera gwiazda sześcioma ramiony.”

Zamieram. Nie z powodu metafizyki tych słów, tylko z pytaniem: po co mi „Lamus”, skoro chciałem atlas?

TAB/Fot. Redakcja

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Zostań z nami i odkrywaj więcej aktualnych informacji, inspirujących historii
i ciekawych tematów na Metropolia Info.

Facebook
Twitter
WhatsApp
Email
Do góry