❌ Nie udało się pobrać danych pogodowych.
📍 Katowice
☁️ 14°C
Zachmurzenie umiarkowane
🧞‍♀️ Jutro
🌧️ 13°C
Zachmurzenie duże
🫁 Powietrze
Umiarkowana
PM10: 42 µg/m³

Uciec przed sobą

Mała Madzia zaginęła 24 stycznia 2012 roku. Pierwsza wersja wydarzeń mówiła o porwaniu dziecka. Według słów matki, 22-letniej Katarzyny Waśniewskiej, wracała ona do domu, kiedy około godziny 18:00 nagle na ulicy ktoś uderzył ją w tył głowy. Finał tej historii znamy. 

Kim chciała być, kim jest i kim stanie się dla społeczeństwa Katarzyna W.?

Na pytania związane z najgłośniejszym procesem ostatnich lat odpowiada dr psychologii Anna Winnicka – wieloletni pracownik Instytutu Psychologii, Katedry Psychologii Zdrowia i Rozwoju Człowieka Uniwersytetu Śląskiego, założycielka Śląskiego Centrum Psychosomatyki.

Czy możemy powiedzieć, że istnieje rys psychologiczny matki dzieciobójczyni? Czy jesteśmy w stanie wskazać wspólne cechy charakteru dla takiej grupy kobiet?

To rozległy i skomplikowany temat, nawet w bardzo szerokim ujęciu psychologii. Każdy przypadek jest odmienny i indywidualny. Problem nie dotyczy jednostki, ale rodziny, systemu, grupy i kręgu kulturowego. W ocenie niezbędny jest kontekst społeczny.

Bardzo łatwo wyślizguje się osąd, bo czyn – w przypadku tej sprawy – jest bez precedensu, społecznie nieakceptowalny. Nie mieści się w potocznym rozumieniu relacji matka–dziecko. Zauważamy brak instynktu, brak uczucia, brak relacji. Kultura i tradycja podpowiadają, że ten przypadek wymyka się logice.

Może nasz odbiór Katarzyny W. wynika z faktu, że sugerujemy się archetypem matki?

Matka w przypadku zagrożenia reaguje natychmiast – szuka pomocy, zrobi wszystko, by ochronić potomstwo. Niewyobrażalna jest sytuacja, w której dziecko upada, a matka pozostaje bierna.

Czy miała pani okazję poznać matkę Madzi osobiście?

Nie. Słucham przekazów medialnych i patrzę z uwagą na jej twarz – ona wiele mówi.

Co możemy z niej wyczytać?

Ta twarz prezentuje kompletną dysocjację. W terminologii psychologicznej to forma odcięcia, oddzielenia uczuć. To rozłączenie funkcji, które normalnie są zintegrowane – świadomości, pamięci, tożsamości i percepcji.

Czy na podstawie przekazów telewizyjnych potrafi pani zbudować obraz jej osobowości? Kim jest Katarzyna W.?

Widzę osobę, która ma bardzo precyzyjny obraz siebie. Wykreowała określony wizerunek, swoją osobowość, zachowanie i postawę. Jest konsekwentna i skuteczna – medialny zgiełk jej nie przeszkadza, wręcz przeciwnie.

Czy manipulacja otoczenia i kreowanie rzeczywistości były elementem jej planu?
Ona wygrywa ze specjalistami, bardzo szybko się uczy.

To bardziej złożona osobowość, niż nam się wydaje?

Tak sądzę. Znakomicie reaguje na to, co działa na jej korzyść. Jej orężem jest skuteczność – prezentuje się jako osoba silna, chłodna, racjonalna. Zadziwiające, jak długo utrzymała taki wizerunek.

Osoby z jej otoczenia potwierdzają, że taka była i być może nadal jest. Z czego to wynika?

Wychowała się w określonym środowisku, wpojono jej pewne wartości. Nauczyła się zachowań, relacji. Ten bagaż emocjonalny towarzyszy jej całe życie.

Jak wynika z materiału dowodowego, 24 stycznia o 16:14 wysłała mężowi wiadomość z prośbą o pieczarki i rozpalenie w piecu. Dwie minuty później powiedziała bratu, że dziecko właśnie się obudziło. O czym świadczy takie postępowanie?

To typowe zachowanie psychopatyczne. Głęboki deficyt uczuć wyższych – miłości, troski, wsparcia – powoduje, że uczucia zostają zepchnięte na bok.

Czy tego zabrakło w jej rodzinie?

Być może. Więź jest warunkiem szacunku dla życia i drugiego człowieka. U Katarzyny W. tego brakuje.

Czy Katarzyna W. mogła zaplanować zbrodnię wcześniej?

Można domniemywać, że źle czuła się w roli matki. Ta rola krępowała jej wolność. Obowiązki ją przerosły. Nie przewidziała, że opieka nad dzieckiem to praca od świtu do zmierzchu. Jej wyobrażenie o macierzyństwie było zupełnie inne.

Czy to był scenariusz zbrodni doskonałej?

Nie do końca – były inne możliwości. Nie musiała działać tak drastycznie.

Na przykład „okno życia”?

Być może nie chciała się stawiać w złym świetle jako matka, która porzuca dziecko. Chciała ochronić swój wizerunek, dlatego wybrała tak skrajne rozwiązanie.

Bała się linczu społecznego?

W naszej kulturze łatwiej być matką osieroconą niż matką złą. Katarzyna kreowała się na ofiarę – a ofiara oczekuje współczucia. I na początku społeczeństwo jej współczuło.

Jakie było pani pierwsze wrażenie po doniesieniach o uprowadzeniu Madzi?

Zaskoczyła mnie precyzja, z jaką opisywała drogę. Człowiek w szoku nie działa tak racjonalnie. Pamięć zawodzi, a przecież był to mroźny, zimowy wieczór.

Czy pojawią się kolejne „Katarzyny W.”?

Takie przypadki się powtarzają. Niedawno słyszeliśmy o dziecku zamęczonym przez matkę i ojczyma w Anglii. To zjawisko zaczyna przypominać normę. Może pojawia się ciche przyzwolenie? Trudno powiedzieć.

Choroby innych i ich porażki podbudowują nas?

W ten sposób radzimy sobie z lękiem. Oceniamy innych, by poczuć się lepszymi.

Sąd skazał Katarzynę W. na 25 lat więzienia. Czy tak długi czas może coś zmienić?

Miną lata, zanim przestanie uciekać przed sobą. Zostanie sama ze swoim prawdziwym obliczem. Nie można uciec przed własnym „ja”.

Półtora roku procesu pokazało, kim była matka Madzi?

To był teatr. Wszystko działo się na oczach mediów. A jednak ona zachowała zimną krew. Funkcjonowała w swoim zamkniętym świecie – bez żalu, bez skruchy.

Czy ta smutna sprawa czegoś nas nauczyła?

Wciąż nią żyjemy. Społeczna świadomość tej tragedii wciąż budzi grozę. Musimy poczekać, aż emocje opadną.

„To był wypadek, jestem niewinna” – powiedziała podczas ostatniej rozprawy.

Tak, słyszałam. Jest konsekwentna – do końca. Oby ta historia nigdy nie stała się instruktażem dla kolejnych matek zabójczyń.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Zostań z nami i odkrywaj więcej aktualnych informacji, inspirujących historii
i ciekawych tematów na Metropolia Info.

Facebook
Twitter
WhatsApp
Email
Do góry